"Wyczytana" Evita. Posmakowałem grzesznego owocu

"Evita" jest musicalem, w którym mamy jedną z lepszych okazji kontaktu z rzemiosłem aktorów musicalowych.

Musical rzadko czerpie z prawdziwych wydarzeń. Prościej jest stworzyć wymyślony świat, rzeczywistość, którą można dowolnie kreować na potrzeby spektaklu. "Evitę" w 1976 roku stworzy duet Andrew Lloyda Webber i Tima Rice. To oparta na faktach biografia Evy Peron-Duarte – drugiej żony prezydenta Argentyny Juana Perona. Biografia niezwykła, bo opowiedziana muzyką, piosenką i tańcem. Zanim "Evita" trafiła do Poznania, przebyła z West Endu długą drogę, goszcząc m.in. w Teatrze Rozrywki w Chorzowie (spektakl wystawiono tam ponad 170 razy) oraz w Teatrze Muzycznym w Gdyni.

Poznańska wersja w przekładzie Andrzeja Ozgi i reżyserii Sebastiana Gonciarza ze wspaniałą ekipą to prawdziwy majstersztyk. Skupienie na tak niewielkiej przestrzeni dynamicznie zmieniającej się scenografii Mariusza Napierały (zapada w pamięci - białe łóżko wśród ścian z krwistoczerwoną tapetą), połączonej z wybitną choreografią Pauliny Andrzejewskiej, kolejny raz udowadnia, że West End czy Broadway mogą tak samo błyszczeć i zachwycać na deskach poznańskiej sceny muzycznej. Mimo jej "kameralności" producentom udało się wystawić spektakl, który nie był prezentowany na świecie "w tak skromnej scenerii". Dla przykładu londyński Adelphi Theatre, gdzie "Evitę" wystawiono blisko 2900 razy, mieści 1,5 tysiąca osób. To ponad 3 razy więcej niż poznański teatr.

Tak jak wspomniałem we wstępie - "Evita" dzięki różnorodności partytury - daje niepowtarzalną okazję do rozsmakowania się w możliwościach wokalnych artystów. W obejrzanym przeze mnie spektaklu* w rolę Evy Peron wcieliła się Anna Lasota (od blisko 10 lat związana Teatrem Muzycznym w Poznaniu), udowadniając nieprawdopodobną umiejętność posługiwania się głosem. Nie ważne czy śpiewa "nie trzeba łez Argentyno" czy "chcę smakować grzeszny owoc Buenos Aires", to z każdą nutą zachwyca barwą i zauważalnym w niej klasycznym wykształceniu.

Wokalnie Evitę zdominował Janusz Kruciński w roli Che. Songi narratora - mam wrażenie - niczym krew płyną w żyłach Krucińskiego. Nic dziwnego... rola Che była jego jedną z pierwszych w karierze. Mając 25 lat zagrał w musicalu "Evita" w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Argentyński świat Evity stał się dla tego aktora całkiem "swoiskim" środowiskiem. Jakby oddychał powietrzem Buenos Aires. Dzięki temu w grze Krucińskiego jest tyle naturalności, a przy tym autentyczności.

Nie zawiodłem się również na odtwórcy roli generała Perona. Tomasz Steciuk, nawet gdy zepsuł się mikrofon, ze swojego głosu uczynił narzędzie.

Ponownie na scenie zaskoczyła mnie wokalnie Katarzyna Tapek, grająca wyrzuconą z pałacu kochankę Perona. Nie ukrywam, że mam niedosyt obecności głosu Tapek w musicalach. Po rewelacyjnej kreacji siosty Marii Robert w "Zakonnicy w przebraniu", z przyjemnością słuchałem jej gdy śpiewała w "Evicie" - "no i teraz co, dokąd mam odejść stąd". Młodej aktorce życzę dużo większej roli.

Evitę "wyczytałem" ze sceny poznańskiego teatru. Gazeta, która była obok radia jedynym źródłem informacji dla społeczeństwa w czasach Evy Peron, w poznańskim musicalu obok aktorów, gra ważną rolę. A może najważniejszą? Gazetę czytają bohaterowie spektaklu, gazeta jest elementem scenografii, którą w czasie przerwy studiuje się z uwagą, gazeta z "ruchomymi" fotografiami pojawia się również w spektaklu, gdy na jej łamach opisywane są podróże Peron po Europie. Elementy gazet pojawią się na ubraniach aktorów (podszewka marynarki Che) czy na obiciu fotela. Formę gazety przybrał również program spektaklu. Poezja! Gazety "wciągają" widza w historię. Czujemy się jej częścią.

*Recenzja dotyczy spektaklu i obsady z 28 października 2017 roku.