To czego nie zaśpiewali, opowiedzieli tańcem. Recenzja

Dziki Zachód, rewia i stepowanie, które wybija rytm musicalu. To zbzikowany świat "Crazy for You". Jest cukierkowo, czasami jakby z kreskówki z Lucky Lukiem , ale też stylowo jak na Broadway’u… sprzed prawie 80 lat temu.

Trudno uwierzyć, że od premiery w marcu ubiegłego roku musical "Crazy for You" zagrano w szczecińskiej Operze na Zamku zaledwie 20 razy. Do końca tego sezonu jeszcze trzy czerwcowe spektakle, na które została już tylko połowa wolnych miejsc. Nie dziwię się, że musical w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego jest tak pożądanym produktem, bo tętni wspaniałą grą aktorską, cudownie zagraną przez orkiestrę Opery na Zamku (pod dyrekcją Jerzego Wołosiuka) muzyką i emocjami wyrażonymi ruchem. Wszystko w nieskomplikowanej scenografii Mariusza Napierały, błyszczącej światłami Broadway’u i lśniącej gwiazdami na pustyni w Nevadzie.
Szczecińska inscenizacja "Crazy for You" miała swoją premierę w 2017 roku, dokładnie ćwierć wieku po pierwszym wystawieniu na Broadwayu. Twórca libretta Ken Ludwig połączył piosenki George’a i Iry Gershwinów (w tym z musicalu “Girl Crazy” z 1930 roku) z prostą i zabawną opowieścią o poszukiwaniu szczęścia i spełnianiu marzeń.

“Crazy for You” to historia Bobby’ego Child’a (niesamowicie utalentowany aktorsko i tanecznie Karol Drozd), syna - dziś powiedzielibyśmy kobiety od interesów - Lottie Child (Małgorzata Kotek), zazwyczaj otoczonej swoimi asystentami i... kolorowymi pudlami (bez obawy - są nieprawdziwe) dopasowanymi do koloru płaszcza (bardzo efektowny zabieg Agaty Uchman, odpowiedzialnej za przepiękne kostiumy). Marzeniem Bobby'ego jest... kariera na scenie. "Teatr to moje życie" - wykrzykuje matce, która dla swojego syna widzi miejsce w banku i wciąż mu wypomina: "Odkąd wyszedłeś z Harvardu, nie doszedłeś do niczego. (...) Osiągnąłeś mniej, niż nic". Nad drodze do realizacji marzeń staje jeszcze jedna kobieta: "Najwyższy czas byś zrezygnował z tych swoich tanecznych wygibasów i wreszcie się ustatkował" - twierdzi Irene Roth (Ewa Olszewska), narzeczona "od pięciu lat". Młody Child uważa jednak, że "ma przed sobą przyszłość", może dlatego nie rozstaje się z butami do tańca w swojej drodze na scenę… Niestety nie udaje mu się zdobyć upragnionej posady w teatrze Beli Zanglera (w tej roli Jerzy Jan Połoński - to niespotykane by reżyser spektaklu wcielał się w jedną z postaci. Tu z powodu choroby aktora było konieczne. Efekt? Zachwycający!). Bela Zangler też święty nie jest. Podkochuje się w tancerce Tess (przesympatyczna Aleksandra Zdebska), dla której skłonny jest - jak się później okaże - do wielu poświęceń.

Bobby Child zostaje wysłany do Deadrock w Nevadzie, miasteczka, w którym mieszkańcy przyznają, że “nuda to ich fach”, w celu wyegzekwowania długu od Everetta Bakera (Wiesław Łągiewka) . W przypadku braku spłaty, bank ma zająć jego teatr. Na budynek, w którym mieści się obecnie poczta, ma chrapkę również właściciel miejscowego saloonu, Lank Hawkins (przezabawny Tomasz Łuczak). Bobby szybko zapomina o zleconym przez bank i matkę posłannictwie. Poznaje tu “jedyną kobietę w obrębie stu kilometrów”, Polly Baker, córkę właściciela dawnego teatru (w tej roli Anastazja Simińska z niesamowitą barwą głosu). I tak na środku pustyni dla Bobby’ego pojawia się szansa na realizację marzeń, na stworzenie własnego przedstawienia, w dodatku u boku ukochanej Polly. Ale że w życiu nic nie jest proste, Bobby musi uciec się do fortelu, przebierając się za sławnego Belę Zanglera. Jak należy się spodziewać spowoduje to szereg nieprzewidzianych zdarzeń. Dojdzie między innymi do spotkania dwóch… Zanglerów (w pasiastych garniturach). To jedna z zabawniejszych scen w spektaklu, a wspólnie wykonany song i taniec wywołują salwy śmiechu publiczności.

W musicalu iskrzy od niesamowitych choreografii Jarosława Stańka, nasyconych dźwiękiem butów stepujących tancerzy (step to zasługa Macieja Glazy). Nic dziwnego, musicale tworzone przez Gershwinów słynęły z tańca. Już rozpoczynającą spektakl choreografia - w rytmie z lat trzydziestych ubiegłego wieku, prosto z rewii Beli Zanglera, właściciela nowojorskiego teatru - wprawia w cudowny nastrój. Kolejna - nazwijmy ją umownie "z telefonicznymi słuchawkami” - cukierkowo skąpaną w różowym świetle, zachwyca genialnym ruchem tancerek i towarzyszącego im Karola Drozda. Jest też kilka smakowitych momentów. Kończąca pierwszy akt choreografia - w której zdjęte z nóg buty do stepowania stają się instrumentami w rękach tancerzy - to prawdziwe szaleństwo. W ciągu kilku minut przed przerwą, choreograf Jarosław Staniek wyciska energię z 25 artystów na scenie jak sok z cytryny.

Co ciekawe wiele układów choreograficzny jest uzupełnieniem tekstów piosenek. Polly i Bobby w pierwszej swojej wspólnej scenie, po zaśpiewaniu kilku wersów, swoją historię dalej opowiadają tańcem, z którego da się wyczytać wstydliwą ciekawość, radość wspólnego poznawania i pierwsze miłosne zauroczenie. Ta sytuacja powtarza się, gdy Karol Drozd sam tańcząc na scenie (po powrocie do Nowego Jorku) wyraża skumulowane w Bobby'm emocje: tęsknotę za tym, co porzucił, złość, wściekłość, bezradność, ale i nadzieję na możliwość mogących ziścić się marzeń. Czytanie z tańca w szczecińskim musicalu - czysta przyjemność.

W ruchu na scenie są też drobne - aczkolwiek wymowne - elementy, które przyciągają wzrok. To między innymi niesamowicie poruszający się asystenci Lottie Child czy spektakularnie “kręcące się głowy” w scenie zebrania w teatrze. Perfekcyjnie wyglądają sceny "udawanych na potrzeby turystów" pojedynków w barze; pulsujące światło i zwolnione tempo ruchów tworzą obrazki jakby wycięte z celuloidowych klisz ze starymi westernami. No i mój ulubiony motyw - czterej mężczyźni w scenie z Nowego Jorku, ubrani w czarne prochowce, podążający zadziwiającym, tajemniczym krokiem.

Ale nie samym tańcem scena żyje. Nie brakuje zapadających w pamięć tekstów piosenek: "Sam miód, gdy się załapiesz", "Prawdziwej urody nasz utwór", "Na taniec zawsze jest czas, piękny taniec wśród gwiazd", "Pocałowanymi mi bądź".

“Crazy for You” w Operze na Zamku w Szczecinie to prawdziwe sceniczne szaleństwo. Tytułowego crazy nie zabrakło w żadnym z elementów musicalu. Kwartet - Połoński, Wołosiuk, Staniek, Napierała - stworzył perfekcyjne ramy, które barwnymi i dynamicznymi obrazami wypełnili aktorzy, tancerze i muzycy.

W tekście wykorzystano zdjęcia ze strony internetowej Opery na Zamku, autorstwa M. Grotowskiego.

Recenzja dotyczy spektaklu i obsady z 13 stycznia 2018.