Taaakie buty! Kinky Boots - recenzja

Musical "Kinky boots" z piosenkami Cyndi Lauper jest aktualnie wystawiany na deskach Al Hirschfeld Theatre w Nowym Jorku oraz Adelphi Teathre w Londynie. Obejrzeć go również można w Teatrze Dramatycznym w Warszawie.

Skandal. Nachalna propaganda. Manipulacja widzem. Obraza uczuć religijnych. Ideologiczny bełkot. Takie stwierdzenia znalazłem w pierwszej, wyszukanej w internecie recenzji. Jest już po spektaklu i wydaje mi się, że autorka wspomnianej oceny musicalu była na innym przedstawieniu...

Idąc na "Kinky boots" kupiłem bilet w trzecim rzędzie. Siedząc na skrajnym fotelu (mimo cierpnącego karku) miałem okazję zerkać na widownię. Nie widziałem w oczach oglądających musical niesmaku, zgorszenia czy rozczarowania. Widownia na "Kinky Boots" świetnie się bawiła. Żywiołowo reagowała na to, co działo się na scenie. Niemające końca owacje na stojąco rozbawionej publiczności to chyba najlepsza recenzja spektaklu.

I wbrew sugestii recenzentki nikt z sali nie wychodził zmanipulowany czy zachęcony do zmiany orientacji seksualnej. Spektaklowi zarzucono wykorzystanie dzieci na scenie. Szkoda to komentować. Zwróciłem jednak uwagę, że wśród publiczności z rodzicami czy opiekunami siedziały... dzieci, mające po 12, 13 lat, bawiąc się na równi z dorosłymi. W musicalu nie ma wulgarności, a nawet zbyt nie epatuje seksualnością. Więcej jest jej czasami w reklamie wafelków.

Wróćmy jednak do samego musicalu. Jestem pod wrażeniem Krzysztofa Szczepaniaka w roli Loli i Mateusza Webera jako Charliego Price. Jeden ma 28, a drugi 27 lat, a mimo to potrafili udźwignąć ciężar osobowości swoich postaci. Wokalnie? Szczepaniak grający drag queen, poszedł na całość. Ale obok głosu fantastycznie zagrał całym sobą - mimką, energetycznym ruchem i tańcem. Do tego buty na obcasie. Krzysztof Szczepaniak, absolwent Akademii Teatralnej im. A. Zelwerowicza w Warszawie ma na swoim koncie wiele ról w Teatrze Powszechnym, w Teatrze Ateneum, ale przede wszystkim w Dramatycznym. Po jego kreacji w "Kinky Boots" widzę go również na niejednej scenie musicalowej.

Mateusz Weber jest absolwentem tej samej co Szczepaniak uczelni. Ma za sobą wiele ról, ale dopiero teraz daje się poznać w musicalu. Mimo skomplikowanego charakteru granej przez siebie postaci, potrafił - w trudnych technicznie piosenkach - przekazać emocje i uczucia. Wokalnie - choć domyślam się, że to tylko namiastka możliwości - od najlepszej strony dała się poznać Anna Szymańczyk w roli Lauren. Podziwiam za naturalność i swobodę na scenie.

"Kinky Boots" to historia Charliego, syna właściciela fabryki butów, na które zaczyna brakować klientów. Sytuacja komplikuje się gdy ojciec odchodzi z tego świata, zostawiając Charliego z podupadającym biznesem. Na szczęście Charlie pojawia się we właściwym czasie i miejscu (choć to ciemna ulica) i poznaje Lolę, która przekonuje: "Zjawiłeś się jak książe z bajki na białym koniu". Lola to tak naprawdę Simon, żyjąc w ukochanym wcieleniu drag queen, nieustannie zmieniającej kolorowe stroje. "Drag queen przebiera się i wygląda jak Nicole Kidman, a trans (...) jak Donald Trump w gaciach" - tłumaczy Charliemu różnicę Lola, która pomaga mu w realizacji nowego pomysłu na działalność fabryki. Od teraz nie będą to "chodaki na dożynki", ale solidne buty "dla każdego rodzaju mężczyzny" i nie w kolorze burgundu, bo "to kolor termoforów", ale w kolorze czerwonym. Jak nowy neon, który rozbłyskując nad sceną, rozpoczyna nowy rozdział w dziejach zakładu "Price i syn".

Wydaje się, że ta banalna historia, lecz oparta na prawdziwych wydarzeniach, ma też swoje drugie dno. To wewnętrzne rozterki Charliego i Loli związane z relacjami ojciec - syn, idealnie oddane w utworze "A ja nie jestem nim". Lola śpiewa: "Jego syn miał być silny, oto ja słaby ktoś; (...) miałem skrzydła, burzyłem jego plan". Drogi obu mężczyzn to próby odnalezienia własnego miejsca w życiu. W jednej ze scen dochodzi do coming out. Innego niż znamy z doniesień medialnych, gdy ktoś przyznaje się do swojego homoseksualizmu. Lola stojąc przed "widownią" w domu starców wyznaje - "Jestem Simon. Jestem mężczyzną".

Charlie też nie ma łatwego życia. Na szczęście i w tym przypadku zadziała stara zasada - jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Charlie potrafi dla przyjaciół pracujących w fabryce unicestwić swój związek, ale i - jak okaże się w Mediolanie - może liczyć na przyjaciół... "Gdybyś w dołek wpadł, ja ci rękę dam".

Scenografia Aleksandry Gąsior w "Kinky Boots" jest idealnie skrojona na potrzeby spektaklu, niczym but - pasuje jak ulał. Nie ma mappingu, ekranów, fajerwerków. Choreografie Pauliny Andrzejewskiej są proste, ale przyciągające; zwłaszcza w "Czego on, czego on, chce". Kostiumy. Pełne barw. Choć przyznam, że przed przerwą bałem się o Aniołki Loli (panowie! szacunek), które wogóle się nie przebierały (jak przystało na drag queen). W drugiej części było lepiej, szczególnie gdy "uskrzydlone" pojawiły się na scenie. Blaskiem porażała też usiana wielobarwnymi cekinami... rękawica bokserska w scenie walki na ringu. To jedna z lepszych scen. Całość cudnie skomponowana przez Ewelinę Pietrowiak, reżysera musicalu.

Po spektaklu usłyszałem rozmowę dwóch kobiet, które nucił jeszcze finałowe "Masz być kim chcesz". Zgodnie przyznały, że gdyby tylko ukazała się płyta z polską wersją "Kinky Boots", kupią ją natychmiast. I na koniec jeszcze jedna myśl z musicalu: "Buty mogą dać ochronę, ale tylko serce wybierze właściwy szlak". Kinky Boots to właściwy szlak na odczarowanie Teatru Dramatycznego.

fot. K.Bieliński/Teatr Dramatyczny