"Ludzie roztańczeni, ludzie rozśpiewani! Ludzie wyjątkowi". "Spamalot" - recenzja

Odważny, niesamowicie zabawny, wiele wymagający od występujących na scenie i dopracowany w szczegółach. Taki jest musical "Spamalot" Śródmiejskiego Teatru Muzycznego, tworzonego przez ludzi z pasją.

Są wśród musicali produkcje, które po pierwszym obejrzeniu mam ochotę zobaczyć jeszcze raz. Tak miałem z "Chłopami", "Nędznikami", "Doktorem Żywago", "Chicago" czy "Upiorem w operze". I nie mam wątpliwości, że ustawię się w kolejkę po wejściówki na październikowe spektakle "Spamalot" w reżyserii Antoniusza Dietziusa i przekładzie Bartosza Wierzbięty. Mam nadzieję, że i Was przekonam do tego. Zastanawia mnie jednak czemu od czasu premiery w 2010 roku w Teatrze Muzycznym w Gdyni, żadna inna scena muzyczna w Polsce nie sięgnęła po ten tytuł (w przekładzie. Domyślam się, że nie z powodu rubasznego nieco humoru ("Pierdzę gdy wieje w twoją stronę!"), niewysublimowanego języka ("Bo każdy z was to ciul i cham") czy mnóstwa aluzji dotyczących orientacji seksualnej ("Więc nie bój się już plot, To nie jest ciotek zlot, Ustal już co kręci cię"). Wystarczy spojrzeć na to z przymrużeniem oka, by... śmiać się do łez.

A może dlatego, że musical "Spamalot" to również parodia samego musicalu. Dla miłośników gatunku wychwytywanie scen, postaci i dźwięków z innych musicali to prawdziwa przyjemność. Usłyszycie tu m.in. "Les Miserables", "Skrzypka na dachu, "Króla Lwa", zobaczycie "Upiora w operze" i scenę z parasolkami z "Deszczowej piosenki". Eric Idle i John Du Prez, wspomagani przez członków grupy "Monty Pythona", twórcy musicalu "Spamalot" wbijają małe (śmieszne) szpileczki w musicalowy showbiznes. Dostaje się Broadway'owi ("To nie żaden zgrzyt, Jak chcesz podbijać Broadway, Musi być w zespole Żyd"), z humorem obrywa król musicalu oraz... polski spektakl. Gdy Rycerz Ni zleca królowi Arturowi wystawienie własnego musicalu, dodaje: "I żeby to nie był kolejny Andrew Lloyd Webber, albo jacyś piloci".
"Spamalot" opowiada o Arturze "królu wszystkich Brytów" (w tej roli związany od lat z Śródmiejskim Teatrem Muzycznym, niesamowity Mateusz Otłowski, który z wdziękiem dźwiga ciężar głównej roli musicalu). Król w towarzystwie giermka Patsy'ego (Bartłomiej Szrubarek - genialnie śpiewający "Always look on bright side of life"), rusza na poszukiwanie mężczyzn "miecz zdolnych nieść", by wspólnie z nimi mogli zasiąść przy okrągły stole "na chwałę i cześć". Do zacnego grona dołącza - zbierający zwłoki (jednym z trupów jest Maciej Tomaszewski) zadżumionych wieśniaków - Robin (Mateusz Tomaszewski). Robin ma jedną niedoskonałość - jest nieco bojaźliwy: "Rycerzem chciałbym być, Lecz się nie lubię bić, Więc jak się zaczną lać, Mogę nogę dać".

Na wyprawę do Camelotu - zachęcony przez Robina - rusza Lancelot (w tej roli Michał Olechniewicz). Lance jest bardzo "męski" - "Sam seks i siła, lecz czasami wiem to sam, Odruchy mam jak cham". Rycerzem Artura zostaje również Denis (Mikołaj Kisiel), człek o wszechstronnym poglądzie na otaczający świat. "Wdrożony w procedury wojskowe" przez Panią z Jeziora, staje się Sir Galahadem.

Pani z Jeziora w "Spamalot" jest najważniejsza. To ona - "dziwaczka, która mieszka w stawie i rozdaje miecze" - daje królewską władzę Arturowi i... przez cały spektakl stara się odnaleźć swoją... rolę: "Dla mnie kwestii wciąż coś brak, W kulisach nie chcę dalej tkwić, No co, herbatkę mam tam pić? Nie traktuje się tak diwy". Panią z Jeziora fantastycznie kreuje Katarzyna Golecka, jak dla mnie, najjaśniejsza gwiazda produkcji Śródmiejskiego Teatru Muzycznego, zadziwiającą możliwościami wokalnymi, ale i niesamowicie bawiącą się swoją - nieco przerysowaną - postacią.


Nasi rycerze, do których dołącza "zuchwale wiatropędny" sir Bedevere (Antoni Klamka), ruszają do Camelotu. "Tu przy okrągłym stole, Rycerze tańczą w kole (...) przy okrągłym stole, Najczęściej są swawole". Camelot błyszczy przepychem Las Vegas, brzmi dźwiękami broadwayowskiego musicalu z pięknymi tancerkami. To tu nasi rycerze wykonują spektakularny step (jak oni tego się nauczyli!?). To jedna z najlepszych scen musicalu, zachwycająca niczym profesjonalne show!

Po "wygłupach w Camelocie" rycerze otrzymują od Boga (któremu głosu udzielił znany aktor i lektor Grzegorz Pawlak) misję odnalezienia Świętego Graala. Naszych walecznych rycerzy w drodze do Graala ukrytego w... (nie zdradzę by nie psuć Wam zabawy) spotykają niesamowite przygody. Przemierzają Chiny, Hawaje, Egipt i Austrię, by trafić na Zamek Żabojadów, gdzie mają okazję użyć swej tajemnej broni... "Królika Trojańskiego". (Podziwiam twórców spektaklu, którym udało się zbudować tę machinę). Pokonani przez Francuzów gubią się w lesie, by tam spotkać Rycerzy Ni (którymi dowodzi postać grana przez Paulinę Mróz). Na ich drodze staje również Czarny rycerz (Michał Romanowski).

Poszukujący Graala - wraz ze swoim giermkiem Concordem (Artur Gancarz) - Sir Lancelot, zwabiony wiadomością z Zamku na Bagnach, trafia do... Herberta aka Alicji w białych rajstopach (kapitalna rola Michała Rulaka), zamkniętego w wieży przez ojca (Tomasz Truszkowski). Dzięki Herbertowi Lance zdobywa się na... coming out! "Ten pan to Lancelot, Chód miękki ma jak kot".

W drugim akcie rycerze okrągłego stołu muszą stawić czoła krwiożerczemu królikowi (Dominika Sobol), spotkać się z Tim, adeptem magii (Marta Rodziejczak - świetna również w roli matki Galahada), by na końcu zapoznać się z instrukcją Świętego Granatu, wygłoszoną przez Brata Maynarda (Antoniusz Dietzius, który w "Spamalot" pojawia się także jako historyk), z iście kościelną dykcją, połączona z psalmem „Weź te rękę mi z kolana, stary zboku”.

W "Spamalot" nie sposób było nie zauważyć Łukasza Obłąka i Jakuba Ochala, którzy wcieli się w postaci strażników. Ich dialogi i komentarze rozbawiały publiczność.

Na tym nie kończy się lista artystów. Niezwykle ważne (i bardzo roztańczone) postaci Finów, świty Pani z Jeziora, Żydów, Żabojadów, Bardów, Rycerzy Ni stworzyli: Paulina Skowrońska, Aleksandra Ludwiskowska, Julia Woźniak, Aleksandra Kołodziej, Paulina Mróz, Milena Burdalska, Weronika Bębnowska, Julia Bielińska, Aleksandra Łojczuk, Paulina Figlarz, Joanna Kęsicka, Dominika Sobol, Jakub Ochal, Łukasz Obłąk, Jakub Ślepecki i Artur Gancarz.

W "Spamalot" już od początku pierwszego aktu zachwycają świetne choreografie Anny Gwarek. Aż trudno uwierzyć, że jest to efekt jedynie weekendowych prób całego zespołu. Wiele przyjemności dają (przeważające w tym spektaklu) układy zbiorowe, w których taniec nie pozwala oderwać oczu od sceny. Począwszy od pierwszej choreografii z policzkowaniem... rybami, tańca "prawie trupów", przez kolejne układy taneczne - cheerleaderek Pani z Jeziora, błyszczących - niczym w musicalu "Kabaret" - tancerek z Camelotu, taniec Żydów z Graalami, aż po finałowy utwór. Smaku dodają również sceny stepujących... rycerzy (wyćwiczonych pod czujnym okiem Macieja Glazy). Jak na możliwości czasowe jakimi dysponowali twórcy spektaklu, efekt ruchu na scenie jest zachwycający. Podziwiam!


Wokalnie artystów przygotowała Anastazja Simińska, wydobywając z nich niesamowite umiejętności. Cudownie brzmią takie songi jak "Jestem sam" (Mateusz Otłowski, Barłomiej Szrubarek), "Gdzie moja rola" (Katarzyna Golecka), "Żeby podbić Broadway" (Mateusz Tomaszewski), "Życie ma lepszy smak" (Bartłomiej Szrubarek) czy "Znajdź swój Graal" (Katarzyna Golecka). W musicalu "Spamalot" zagrało coś jeszcze - przepiękne stroje, świetne fryzury oraz genialnie oświetlona i własnoręcznie wykonana scenografia. Bezinteresowne zaangażowanie oraz wysiłek wielu osób nagrodzono owacją na stojąco. Była całkowicie zasłużona. Wasza praca zachwyciła widzów i jedno czego mogę Wam wszystkim życzyć to... "by nie bać się Broadwayu, By śpiewać (jak) na Broadwayu, By na Broadwayu wspiąć się na sam szczyt". Nawet jeśli ten Broadway jest w sercu Warszawy!