Kościelniak: "Śpiewak Jazzbandu" ma być marzeniem o pojednaniu

O przygotowaniach najnowszego musicalu mówią dla MusicaloveInfo reżyser, choreograf, autor muzyki i odtwórca głównej roli.

W piątek w Teatrze Żydowskim odbędzie się światowa prapremiera musicalu „Śpiewak Jazzbandu” na podstawie sztuki Samsona Raphaelsona z librettem i w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. To kolejny w Polsce oryginalny musical, po takich produkcjach jak m.in. "Lalka", "Chłopi" czy ostatnio "Blaszany bębenek".

- Stworzenie musicalu oryginalnego jest bardziej wymagające - mówi reżyser Wojciech Kościelniak. - Na przykład "Chicago" było dla mnie spotkaniem z Bobem Fossem, rodzajem lekcji, którą mogłem wziąć od mistrza, a "Śpiewak" to zupełnie inna praca, wymagająca zbudowania fabuły, niemalże od początku, oczywiście na motywach istniejącej powieści, ale są to jednak dialogi, które trzeba napisać na nowo, to są sensy, które trzeba wydobyć z istniejącego opowiadania, które działaby dzisiaj, współcześnie.

Dla autora muzyki, Mariusza Obijalskiego to drugi w życiu oraz drugi tworzony z Kościelniakiem musical.

- To jest ogromna radość. Moim marzeniem było wymyślanie, tworzenie, a nie jedynie odtwarzanie muzyki - opowiada Obijalski. - Teatr daje ogromne możliwości, bo muzyka musi nawiązywać do różnych epok, tradycji, gatunków. Powstaje tu muzyką fabularna, prawie filmowa. To sztuka synkretyczna. Z pomocą gry aktorskiej, ruchu, piosenek i dźwięków, można wydobyć niesamowite emocje. Pisanie muzyki do musicalu daje mi ogromną satysfakcję. A "Śpiewak jazzbandu" - mam nadzieję - nie będzie ostatni.

- Najpierw jest tekst, a potem muzyka. Tak wygląda moja współpraca z Wojtkiem - zdradza kulisy Mariusz Obijalski. - Dostaję scenariusz, teksty piosenek. Rozmawiamy o charakterze danych scen, by na końcu dojść do konsensusu.

- Choreografia w "Śpiewaku jazzbandu" odgrywa ważną rolę - mówi jej autorka Ewelina Adamska-Porczyk. - Ponieważ jest częścią inscenizacji jako komunikat, szczególnie jeśli chodzi o stronę jazzową. Świat jazzmanów opowiedziany jest ruchem. Mam wybitnych tancerzy, na nieprawdopodobnym poziomie, więc mogłam pozwolić sobie na wiele. Również zespół wokalny nie pozostaje dłużny. Mimo iż nie są tancerzami musicalowymi, pięknie podążyli za choreografią.

- Choreografia "Chicago" było preludium, a "Blaszany bębenek" tylko mnie w tym upewnił, że choreografia musi opowiadać - dodaje Adamska-Porczyk. - Musi być częścią inscenizacji, a nie tylko ruchem.

- "Śpiewak Jazzbandu" wymagał ode mnie dużo pracy - przyznaje Kamil Krupicz, grający Jack'a. - Uwielbiam oryginalne produkcje tak jak "Blaszany bębenek" czy "Śpiewak", bo można w nich stworzyć postać od podstaw. Takie autorskie projekty są najciekawsze.

O czym opowiada „Śpiewak Jazzbandu”? W domu kantora Rabinowitza muzyka rozrywkowa, jazz to niewyobrażalne sprzeniewierzenie się tradycji, właściwie zerwanie z korzeniami. Jego jedyny syn Jakie próbuje walczyć o swoje prawo do realizacji marzeń, co skazane jest na klęskę. Musi opuścić dom. Postanawia za wszelką cenę zrealizować swój plan. Przemalowany na czarno, zaczyna karierę „śpiewaka jazzbandu”.

Premiera 14 czerwca w Teatrze Żydowskim w Warszawie. Fot.  Magda Hueckel 

Spiewak_jazzbandu_843jpgSpiewak_jazzbandu_516jpg