Janczak: "Wspaniałe jest to, że na każde możliwe pytanie istnieje musicalowa odpowiedź"

Była dziewięciolatką gdy stanęła na scenie. Osiem lat później sam Andrew Lloyd Webber pogratulował jej roli w "Upiorze w Operze". O musicalach, castingach i tremie. O wyborach życiowych, emocjach i... chłopaku, spotkanym po latach. Przeczytaj rozmowę z Pauliną Janczak

Zadziwił mnie fakt w Twojej biografii. Jako 9-latka wystąpiłaś w CARMEN w Teatrze Wielkim w Łodzi. Scena Cię przyciągała? Kto sprawił, że weszłaś na artystyczną drogę?

...i do tej pory co do słowa pamiętam co tam śpiewałam. Ale od początku. Byłam uczennicą szkoły muzycznej. Tam też wybierano dzieci, które zaśpiewają w spektaklu. Niestety początkowo byłam zbyt młoda, żeby wystąpić. Po roku natomiast nastąpiła mała zmiana w obsadzie, ponieważ jeden z chłopców pobił się w windzie z innym młodocianym aktorem. Za karę musiał pożegnać się z teatralną przygodą. I tak właśnie, wraz z kilkoma innymi nowymi osobami trafiłam do dziecięcej obsady. Po latach okazało się, że tym młodym, walecznym chłopcem był Wiktor - mój obecny chłopak.

Jak wyglądała ta pierwsza przygoda na scenie?

Występowałam tylko w pierwszym akcie. Kiedy wszystkie dzieci szły już do domu, ja zostawałam w teatrze do końca spektaklu w garderobie mojej mamy. W Carmen grała Micaelę. Podczas gdy w głośnikach słyszałam trwający spektakl, ja wraz z moją koleżanką Justyną, której mama również pracowała w teatrze, znakomicie bawiłyśmy się teatralnymi kosmetykami, tworząc (według nas - wtedy) fantastyczne makijaże, przebierałyśmy się w wiszące na wieszakach kostiumy odgrywając swój własny spektakl. Zdarzało się, że wymykałyśmy się w garderoby, żeby odkrywać co raz to nowe tajemnicze zakamarki naszego drugiego domu - Teatru.

Podobno z kobietami nie rozmawia się o wieku, ale muszę to przypomnieć: mając 17 lat weszłaś na musicalową scenę - w jednej z głównych ról, Christine Daae w “Upiorze w operze”. Jak wyglądała droga do ROMY? Czy pomogły “Koty”?

"Koty" były osobną przygodą. Śpiewałam w zespole w kanale jako adeptka podczas już trwających przygotowań do Upiora. Była to świetna szkoła warsztatu pod okiem, a właściwie uchem Piotrka Gogola, który na swoich słuchawkach mógł włączyć odsłuch dowolnej osoby i sprawdzić jakość wykonania. Droga do ROMY to była droga w nieznane. Wszystko było dla mnie nowe. Nowe, wielkie miasto, nowi ludzie. Nauka wszystkiego w trybie potrójnie przyśpieszonym. To był bardzo intensywny czas. Ale gdybym mogła cofnąć się w czasie i znów stanąć przed wyborem "idę do teatru" lub "zostaję w Łodzi i będę instrumentalistką", jeszcze raz z pełną świadomością wybrałabym teatr.

Mam wrażenie, że Christine Daae jest dużo więcej na scenie niż samego Upiora. Dla siedemnastolatki to chyba było spore obciążenie, wziąć na barki tak dużą rolę? Podobno byłaś najmłodszą aktorką w historii “Upiora”, która wcieliła się w tę postać?

Rzeczywiście tak było. I jak o tym myślę, to był to wielki uśmiech losu, a zarazem ogromna odpowiedzialność. Mało tego, na jeden ze spektakli przyjechał sam kompozytor, już teraz Lord Andrew Lloyd Webber. Do tej pory pamiętam dokładnie, w którym momencie spektaklu wszedł na widownie. Był to moment, kiedy Christine wabiona przez Upiora przechodzi przez lustro i zaczyna się tytułowy song przedstawienia. Nie powiem, wiedział kiedy przyjść. Serce podeszło mi wtedy do gardła.

Jak radziłaś sobie z tremą? W jednym z wywiadów wspomniałaś, że na scenę wychodziłaś bez soczewek?

Tak, kiedyś miałam takie głupie pomysły. Skończyło się tak, że schodząc ze sceny przez proscenium zamiast w kieszeń sceny, weszłam z pełną prędkością w ścianę... Jednak zazwyczaj bardzo dobrze sprawdza się powiedzenie, że tylko spokój nas może uratować.

Po Christine, zagrałaś rolę Cosette w “Nędznikach”. Uważam jednak, że najbardziej dojrzałą kreację stworzyłaś w ubiegłorocznej premierze Opery Podlaskiej “Doktor Żywago”. Twoja Lara Guichard jest niesamowicie szczera, prawdziwa… Jak wspominasz pracę nad tym musicalem?

Bardzo dziękuję. Nawet nie wiesz jak miło mi to słyszeć. Wspaniała obsada, realizatorzy, Opera i Filharmonia Podlaska. Było to ogromne wyzwanie przede wszystkim aktorskie , ale też niesamowita przyjemność. Wielkie wydarzenie w moim życiu. Kto mnie widział zaraz po opadnięciu kurtyny po mojej premierze wie, że nie byłam w stanie opanować łez wzruszenia. Znakomite kreacje stworzyli moi koledzy i koleżanki. To dla mnie zaszczyt móc wcielać się w postać Lary w tej inscenizacji.

Na marginesie nie mogę się doczekać wznowienia jesienią “Doktora”. Podejrzewam, że i tym razem bilety szybko się rozejdą… to dla aktora satysfakcjonujące, prawda?

To jest największa nagroda. Nie byłoby nas bez Was! Ja też nie mogę się doczekać wznowienia. Jeszcze kilka miesięcy i machina znów ruszy. Z nową energią i przytupem!

Widzieliśmy się ostatnio na castingu w Teatrze Syrena. Nie wiem czy mogę o tym wspomnieć, ale zauważyłem, że jesteś bardzo przejęta udziałem w przesłuchaniach, ale przy tym szalenie profesjonalna.

Nie znam takiej osoby i mam poważne wątpliwości czy ktoś taki w ogóle istnieje - osoba lubiąca castingi. Ja ich szczerze nie cierpię. Jest to jednak element pracy aktora, od którego się nie ucieknie. W każdym momencie naszej pracy podlegamy ocenie. Można znaleźć jednak tego plusy. Nigdy nie spoczniemy na laurach, ponieważ jesteśmy zobligowani do ciągłego rozwoju i zmobilizowani do pracy nad sobą. Jeśli chodzi o ten konkretny casting to było to dla mnie niemałe wyzwanie, które podjęłam i do ostatniej chwili nie byłam pewna czy podołam. Dlatego wtedy, kiedy się widzieliśmy byłam taka przejęta. Dopiero co wyszłam z przesłuchania, podczas którego odniosłam mój mały prywatny sukces. I choć ostatecznie do obsady się nie dostałam, to udowodniłam sobie, że nic nie jest niemożliwe.

Będę szczery. Mam niedosyt Pauliny Janczak w musicalach. W jakiej produkcji zobaczymy Cię w tym roku?

Nie każdy musical jest dla mnie. Kiedy czuję, że jakiś tytuł kompletnie nie jest moją bajką stylistyczną lub wokalną, po prostu nie jadę na przesłuchanie. Czasami trzeba mierzyć siły na zamiary, a ja jestem dla siebie bardzo krytyczna.

Ale już w marcu do Teatru Rampa w Warszawie wraca Jesus Christ Superstar z moim udziałem. Będzie można mnie zobaczyć w każdym spektaklu. W planie jest ich 36. Natomiast od kwietnia do czerwca obchodzić będziemy wielkie święto 10-lecia musicalu "Upiór w Operze" w Polsce. Z tej okazji do Opery i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku powraca ten tytuł. Już się nie mogę doczekać. Wkrótce prawdopodobnie będę miała jeszcze jedną niespodziankę repertuarową na początek przyszłego sezonu, ale potrzymam Cię jeszcze chwilę w niepewności.

Mam wrażenie, że kochasz musical. Pojawiasz się w wielu produkcjach - “promujących” musical: MusicaLove w Teatrze Rampa, SingLadies czy Broadway Exclusive. Co chcesz za pośrednictwem tych spektakli powiedzieć widzom? Zwłaszcza o musicalu?

Związałam z nim całe moje życie i dobrze mi z tym. Znalazłam swoją ścieżkę w tej muzyce. Cieszę się, że mogę dzielić się emocjami z ludźmi właśnie w ten sposób. Wspaniałe jest to, że na każde możliwe pytanie istnieje musicalowa odpowiedź. MusicaLove jest projektem, w którym muzyką i tańcem opowiadamy różne historie miłości (tzn. ja całe szczęście nie tańcem). Miłości do drugiego człowieka, do pieniędzy, do Boga. SingLadies natomiast opowiada historie kobiet. Ich rozterki, tęsknoty, radości. Broadway Exclusive, które już w lutym powraca w odświeżonej formie, jest zbiorem najpopularniejszej muzyki tego gatunku z elementami muzyki filmowej. Każdy wykonawca tutaj jest inny i jedyny w swoim rodzaju, co daje olbrzymie możliwości repertuarowe.To wielka przyjemność i zaszczyt móc współtworzyć wszystkie te i inne projekty. Przez te lata poznałam wielu wspaniałych artystów, od których wiele się nauczyłam.

Sporo już poświęciłaś musicalowi… czy to jest droga, na której chcesz pozostać czy masz plany na jakieś inne miejsce w życiu artystycznym?

Na pewno nie jest to jedyne miejsce.Jestem teraz w dość przełomowym zawodowo momencie w moim życiu. A, że lepiej nie zapeszać, bo się nie ziści to ja nie będę zapeszać. Może to będzie powód, żebyśmy jeszcze kiedyś porozmawiali?

Z przyjemnością. Dziękuję za spotkanie.