Burdynowicz: "Kiedyś jakaś księżniczka Disney'a zaśpiewa moim głosem..."

Marta Burdynowicz. Kolejny niesamowity głos, który ukształtowała Akademia Muzyczna w Gdańsku. Jej spektaklem dyplomowym był ,,Fame”, w którym wcieliła sie w postać Mabel Washington. Gra Saraghinę w "Nine", Siostrę Marię Partyk w "Zakonnicy w przebraniu", a także pielęgniarkę Mary w "Pilotach".

Kiedy pojawił się ten błysk w Twoich myślach. Ta idea: chcę w mym życiu musicalu. Co popchnęło Cię w tym kierunku?

Musical w moim życiu obecny był tak naprawdę od zawsze za sprawą moich rodziców, a dokładniej - mamy. To ona zaraziła tatę miłością do filmów Disney'a, które dzięki temu gościły w naszym domu praktycznie odkąd pamiętam. A czymże są filmy Disney'a, jak nie doskonałymi produkcjami musicalowymi? :) Muzyka była właściwie osobnym członkiem naszej rodziny. Słuchało się u nas wszystkiego - od popu, poprzez rocka aż po klasykę, Ponoć od samego początku wolałam oglądać stacje muzyczne niż stacje z bajkami krótkometrażowymi. Mama zadedykowała mi kiedyś piosenkę Abby "Thank You For The Music", a zwłaszcza początek drugiej zwrotki: "Mother says I was a dancer before I could walk. She says I began to sing long before I could talk".

Jednak to ścieżki dźwiękowe z animacji Pana Walta podbiły moje serce najbardziej. Rodzice bardzo pielęgnowali we mnie tę pasję - po premierze każdego tytułu, na który oczywiście chodziliśmy wspólnie do kina, zawsze dostawałam kasetę z jego muzyką. Uczyłam się tych piosenek z wielką determinacją. Prowadziłam zeszyty, w których spisywałam ich teksty. Miałam swój magnetofonik z opcją nagrywania, a także plastikowy mikrofonik. Rodzice dzielnie znosili moje koncerty... :) Byli moja pierwszą, ale także najsprawiedliwszą i najsurowszą widownią.

Pamiętasz może swój pierwszy w życiu obejrzany musical? Pamiętasz wrażenia jakie temu towarzyszyły?

Pierwszy musical jaki widziałam na scenie na żywo to był "Upiór w Operze" w Teatrze Muzycznym ROMA w Warszawie. I to przewróciło mój świat do góry nogami. Pomimo wielu zapierających dech w piersiach efektach, takich jak np. unoszący się nad publicznością w "Uwerturze" , a spadający w późniejszej scenie żyrandol, dla mnie na zawsze niezapomniane pozostaną głosy wykonawców i emocje, które we mnie wywołali... To było coś nie do opisania... A potem ROMA już totalnie podbiła moje serce wystawiając mój ulubiony, najukochańszy musical na świecie - "Les Miserables". I wtedy przepadłam... Wiedziałam, że to jest to, co chcę robić w życiu. Podjęłam wówczas decyzję, że kiedy skończę szkołę, będę zdawać do jakiejś uczelni artystycznej i z tym chcę związać swoja przyszłość. To było jak grom z jasnego nieba... Powiedziałam sobie wtedy, że będę aktorką musicalową i że stanę kiedyś na deskach ROMY. Pamiętam, że po spektaklu pobiegłam z programem "Nędzników" do wejścia służbowego, aby spotkać się z którymś z aktorów. Spotkałam Marcina Wortmanna, który grał wtedy Mariusa. Podczas, gdy opowiadałam mu o swym marzeniach i planach, przed teatrem ulicę blokował czekający na mnie pełen już innych pasażerów z mojej wycieczki autokar. Warto było jednak zebrać burę od kierowcy, który cudem uniknął mandatu i zawału serca :) Nigdy nie zapomnę tego spektaklu i tego dnia.

Czy o którejś z granych postaci już możesz powiedzieć - "rola życia"? Czy jeszcze na taką czekasz?

Nie wiem, czy nawet Meryl Streep z jej dorobkiem artystycznym mogłaby powiedzieć, że coś było już rolą jej życia, bo nie wiadomo, co jeszcze przed nią! Jestem osobą dopiero raczkującą w zawodzie, dopiero się uczę. Mam nadzieję, że jeszcze trochę ról przede mną. Na pewno mogę powiedzieć tyle, że każdą z postaci, w którą miałam dotychczas okazję się wcielać jest mi bardzo bliska i każdą pokochałam.

Ostatnio widzieliśmy się na castingu do "Czarownic z Eastwick". Bardzo stresują Cię przesłuchania?

Zdecydowanie tak. Castingi są dla mnie dużym stresem. Wymagają one przełamywania wielu barier. Na początku trzeba zmierzyć się z samym sobą. Podjąć decyzję, czy w ogóle odważę się do danej produkcji startować. Należy też obiektywnie ocenić, czy jest tam dla mnie jakaś rola. Kolejny etap to przygotowania - to często wyścig z czasem, bo materiały dostaje się na niedługo przed przesłuchaniem. Następnie przychodzi moment spotkania z "konkurencją" na korytarzach teatru. Zewsząd słychać rozśpiewujących się pięknych ludzi i wydaje się wtedy, że każdy z nich jest zdolniejszy od Ciebie. W końcu nastaje ta chwila, w której trzeba zaprezentować się przed komisją, w skład której wchodzi najczęściej dyrektor danego teatru, reżyser spektaklu, kierownik muzyczny choreograf... Na zaprezentowanie się jest czasem kilka minut, czasem mniej, a na zrobienie dobrego wrażenia - pierwsze sekundy. To duża presja. Po przesłuchaniu przychodzi czas na lekcję cierpliwości i nerwów ze stali, a także notorycznego odświeżania poczty, czyli oczekiwania na wyniki. Jeżeli się uda, to radości nie ma końca, jednak nie zawsze tak jest i trzeba nauczyć się także ponosić porażki.

Odłóżmy skromność na bok. Co jest Twoim największym atutem?

Myślę, że przede wszystkim optymizm i pogoda ducha. Mało co mnie złości czy zasmuca i to daje mi wiele pozytywnej energii do życia. Umiem czerpać radość z najdrobniejszych rzeczy takich jak chociażby spacerowanie czy rysowanie. Nawet gdy czasem dopada mnie nostalgia, po wysłuchaniu swojej ulubionej playlisty z melancholijnymi balladami, potrafię dość szybko się z niej otrząsnąć. Bardzo lubię ludzi. Uwielbiam żartować i rozśmieszać innych. Uważam, że poczucie humoru jest potężną bronią.

Masz swój styl musicalowy czy może czerpiesz z wiedzy i umiejętności innych aktorów musicalowych? Kogo?

To zdecydowana fuzja obu powyższych. Mam ogromny zaszczyt i przyjemność pracować ze swoimi idolami musicalowymi, od których bardzo dużo czerpię i się uczę. Zarówno podpatrując ich na scenie od lat, czy teraz przebywając z nimi na próbach, ale także prosząc ich niejednokrotnie o pomoc wprost. W pracy nad "Zakonnicą w przebraniu" pomógł mi bardzo, m.in. Tomasz Steciuk, dzieląc sie ze mną swoim ogromnym doświadczeniem i udzielając wielu trafnych wskazówek. Wiele zawdzięczam także wspaniałym Barbarze Melzer, Karolinie Trębacz i Oldze Szomańskiej. Podczas prób do "Pilotów" radą służyli mi m.in. Edyta Krzemień, Ewa Lachowicz czy Janusz Kruciński. Każdą uwagę przepuszczam jednak przez swój filtr i uważam, że taka wypadkowa jest złotym środkiem.

Czy marzysz o karierze w dubbingu? Na YouTube znalazłem Twoje wersje przebojów z "Krainy Lodu", "Małej Syrenki" i "Śpiącej Królewny"? Brzmią rewelacyjnie!

Bardzo dziękuję! Trafiłeś w dziesiątkę, jeśli nie w setkę! Tak jak wspomniałam odpowiadając na pierwsze pytanie, Disney to moja wielka miłość... Dubbing w jakiejś disney'owskiej produkcji byłby spełnieniem jednego z moich największych marzeń. Wierzę, że jeszcze kiedyś jakaś księżniczka Disney'a zaśpiewa moim głosem...