„Śpiewak Jazzbandu” MOVIE...

wszystko do mnie MÓWI w najnowszym musicalu Wojciecha Kościelniaka. Mówi zachwycająca choreografia, mówi magiczna scenografia, mówią zjawiskowe kostiumy, mówi do mnie muzyka i teksty piosenek. Wszystko to mówi o podziałach, o materializmie, o ukrywaniu się za maską, o karierze, o wybaczaniu, o poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, o trudnych relacjach i jeszcze trudniejszych wyborach.


Śpiewak Jazzbandu” Teatru Żydowskiego w Warszawie jest w świecie musicalu, odkryciem na miarę wielkiego wynalazku (docenionego w spektaklu), jakim było stworzenie kina dźwiękowego.

POBIERZ TEN TEKST W PDF-ie

Poniższe dotyczy obsady z 17 czerwca 2019.


W dużym skrócie:
napisany i wyreżyserowany przez Wojeciecha Kościelniaka musical, powstał na motywach sztuki Samsona Raphaelsona – The Jazz Singer. Jackie zrywa z rodzinną tradycją żydowskich kantorów. Poznaje jazz. Razem z nim podróżujemy z East Side, przez ulice Chicago i Nowego Jorku, aż na Broadway. Odrzucony, skonfliktowany z ojcem Jackie Rabinowitz rzuca się w wir kariery. Będąc u jej szczytu, mierzy się z moralnym dylematem.


Tę historię chłonie się wszystkimi zmysłami!
Cytując Judelsona: „cały ten (warszawski) Broadway, zrobił na mnie wrażenie”. Ten musical to niezłe kino!!! W starym, dobrym stylu.


Film w „Śpiewaku Jazzbandu” jest wszechobecny
. Zarówno w scenografii, jak i kostiumach autorstwa Anny Chadaj. Widownię od sceny „oddziela” gigantyczna celuloidowa taśma filmowa, z charakterystycznymi ząbkami i poszczególnymi jej klatkami. Niepowtarzalne rozwiązanie, pozwalające wydzielać przestrzenie dla poszczególnych postaci. Ta sama konstrukcja, po opuszczeniu tiulowej materii staje się powierzchnią dla genialnych projekcji (Anny Kościelniak), które nie tylko przenoszą nas np. na amerykańską ulicę, stację kolejową czy do domu kantora, ale i również potęgują atmosferę danej sceny jak ma to miejsce np. w synagodze. W pewnym momencie przenosimy się do kina i oglądamy niemy film. Wtedy na klatkach filmowej scenografii pojawią się napisy, dialogi, wymalowane tą samą, niepowtarzalną czcionką ze starego kina.


Filmu w „Śpiewaku” szukajcie również na kostiumach Anny Chadaj. Białe, szare i czarne, jakby uszyte z ekranu kinowego, na którym ktoś zatrzymał czarno-biały film. Stroje opowiadają nam również o bohaterach, strój Kantora zapisany jest znakami hebrajskiego alfabetu. Przedsiębiorczy finansista Judelson nosi płaszcz pełen cyfr, zapisków rachmistrza. Całość światłem – subtelnie i z wyczuciem – uwypukla Tadeusz Trylski. Arkana sztuki świetlnej zdradza song „Reflektory”.


Choreografia Eweliny Adamskiej – Porczyk to kolejny element musicalu, który w spektaklu mówi do widza. Opowiada historie, „dopokazuje” treści i w ułamkach sekund przywołuje skojarzenia, choćby takie jak choreograficzne cytaty z innych musicali: „Chicago”, „Deszczowa Piosenka” czy „West Side Story” zawarte w scenie, rozgrywającej się w teatrze Winter Garden.


Poszczególne utwory to prawdziwa uczta dla miłośników scenicznego ruchu. Tempo, intensywność, inteligencja, barwność choreografii ewoluuje z każdą sceną. Od otwierającego „Oto jazz”, przez „Spodnie” (rewelacyjny układ z walizkami), „Uciekłam z domu” z niesamowitym męskim kwartetem tancerzy, „Czarną mamę”, czy zabarwiony strachem i mrocznymi postaciami „Będziesz sam”, aż po choreografię do „Expresu”, który cytując słowa piosenki „skradł cały show”.


W tańcu zachwycają nie tylko „jazzmani” (Adam Beta, Marek Bratkowski, Marzena Hovhannisyan, Sara Kaźmierska, Joanna Kierzkowska, Anna Pacocha, Krzysztof Tyszko, Nika Warszawska, Rafał Wiewióra, Tomek Ziółek). Doskonale w świecie perfekcyjnych choreografii Adamskiej-Porczyk odnaleźli się również aktorzy Teatru Żydowskiego (Grzegorz Kulikowski, Małgorzata Majewska, Sylwia Najah, Katarzyna Post, Henryk Rajfer, Joanna Rzączyńska, Izabella Rzeszowska, Agata Sierecka, Monika Soszka, Alina Świdowska, Małgorzata Trybalska, Maciej Winkler, Piotr Wiszniowski). „Złoty cielec” potwierdza połączenie obu zespołów. Również modlitewna praca dłoni przy utworze „Kol Nidre” - mimo małych niedociągnięć – potwierdza wysiłek włożony w wspólną budowę spektaklu.


Muzyka to największy atut „Śpiewaka jazzbandu”
. Jestem wdzięczny Wojciechowi Kościelniakowi za odkrycie dla polskiego musicalu, Mariusza Obijalskiego, autora dźwiękowej przestrzeni tego spektaklu (panowie wspólnie tworzyli „Blaszany bębenek”). Oryginalna muzyczna wizja świata Jackiego Rabinowitza, stworzona przez Obijalskiego, fascynuje widza w każdej nucie. Jest klezmersko, jest jazzowo, jest mistycznie, jest religijnie i jest jak na Broadwayu. Grający na żywo muzycy cudownie przenoszą nas na początek XX wieku (Piotr Iwański (pianino), Paweł Klin (gitara/banjo), Maciej Matysiak/Andrzej Zielak (kontrabas), Maciej Wojcieszuk/ Radosław Mysłek Bartosz Smorągiewicz/ Marcin Świderski (saksofon/klarnet), Piotr Szlempo (trąbka), Robert Żelazko (puzon).


Każdy z songów musicalu zachwyca! I co ważne, tworzy nierozerwalną całość z głosami aktorów, idealnie dopasowanych do kreowanych przez siebie postaci.


Spowiedź Kantora” z wykonaniu Pawła Tucholskiego (co za głos!) dotyka najgłębej skrywanych emocji, zwłaszcza, gdy poruszony Kantor śpiewa: „przebacz mój gniew i bądź kim chcesz”. Grająca Sarę, matkę Jackiego Ewa Dąbrowska songiem „List” (z cudownie brzmiącymi smyczkami) wzrusza do łez. Podobnie jak Daniel „Czacza” Antoniewicz (Jackie), gdy po rewelacyjnie zagranej, intymnej emocjonalnie scenie przed garderobianym lustrem, śpiewa „Alabamę”. To najbardziej bogaty w uczucia utwór „Śpiewaka Jazzbandu”; pięciolinia drży od smutku, bólu i tęsknoty. Antoniewicz odnajduje się również w dynamicznych rytmach - „Czarnej mamie” czy „Spodniach”. Świetnie gra, świetnie się porusza, a jego mimika pełna jest ekspresji.


Aktorsko i wokalnie zachwyca Irena Melcer
(w roli Mary) gdy wykonuje „Uciekłam z domu” oraz gdy śpiewa jeden z najlepszych songów musicalu „Reflektory” (idealnie pokazujący kulisy showbiznesu). Wspaniały song „Będziesz sam” należy do Jerzego Walczaka – który niczym Boris Karloff w filmie z 1931 roku jest „przerażająco” doskonały. Przywołany już wyżej „Expres” mistrzowsko wykonał Arkadiusz Borzdyński, grający Tapera, narratora, przewodnika po mrocznym zapleczu „Śpiewaka Jazzbandu”, gdzie nie zawsze działają korki i klimatyzacja. Borzdyński panuje nad swoją postacią.


Moje wyrazy uznania kieruję do doświadczonych aktorów Wojciecha Wilińskiego grającego Judelsona i Genady Iskhakova wcielającego się Goldsteina. To zaszczyt móc zobaczyć Panów na scenie.


Wojciech Kościelniak „Śpiewakiem Jazzbandu” kolejny raz potwierdza, że ma swój sposób na nasz (widzów) apetyt na oryginalne produkcje musicalowe. Ma również świadomość, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. W Teatrze Żydowskim serwowane jest musicalowe doświadczenie, które zachwyca w każdym jego elemencie , dlatego nie zgodzę się ze słowami jednego z songów: „w tym biznesie liczy się tylko New York”.


I jestem ciekaw w jaką kolejną podróż zabierze nas Kościelniak, czego w niej się nauczymy, czego doświadczymy, by jeszcze bardziej cieszyć się życiem, gdy już wyjdziemy z teatralnej sali.


Śpiewak jazzbandu” wraca na afisz w sierpniu 2019 w Teatrze Żydowskim.

Fot. Magda Hueckel